Europejska dyrektywa w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym przegłosowana. Kto zyska, a kto straci?

0
593
Europejska dyrektywa w sprawie praw autorskich 2018

Parlament Europejski przegłosował rozszerzenie dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Przeciwnicy nowych regulacji określili dokument jako “ACTA2”, chociaż taka nazwa ma zdecydowanie negatywne skojarzenia z oprotestowaną w 2012 roku umową międzynarodową przeciw handlowi podrobionymi towarami.

Przygotowane przez UE przepisy mają dać większą kontrolę nad nielegalnymi treściami, a twórcom –  w założeniach – ma przynieść większe dochody wynikające z wykorzystywania stworzonych przez nich utworów. W dyskusji wokół dokumentu pojawiały się argumenty, że znacząco zmieni on nasz sposób poruszania się w Internecie i publikowania treści. Czy straszenie małych firm i blogerów konsekwencjami unijnej dyrektywy nie jest aby na wyrost? Co ona oznacza dla internauty i biznesu, który musi dzisiaj aktywnie działać w sieci? Spróbujemy rzucić więcej światła na te przepisy.

Powodem prac nad projektem dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym były głosy środowisk twórczych, które narzekały, że w dobie zaawansowanego Internetu, wiele istniejących zapisów dotyczących ochrony ich własności intelektualnych było już nieaktualnych i nieprzystosowanych do dzisiejszych realiów.

Przeciwnicy rozszerzenia praw autorskich w Internecie alarmują z kolei, że jest to próba ograniczenia wolności w Internecie i łatwe narzędzie do cenzurowania treści. Wskazywano, że będzie to koniec linkowania, które stanowi ważną część generowania ruchu sieciowego i udostępniania treści.

Chcesz zarabiać na cudzych treściach? Musisz mieć licencję

Kontrowersje wzbudza artykuł 11 dyrektywy, który przyznaje wydawcom prasy prawa pokrewne. Dyrektywa wprowadza obowiązek posiadania licencji na publikowanie i wykorzystywanie większych części artykułów. Jednak artykuł 11 wyraźnie reguluje, że nie ma takiej konieczności w przypadku umieszczenia linków. Licencjonowanie treści ma dotyczyć tych wydawnictw internetowych, które zarabiają na publikowaniu treści tworzonych przez inne podmioty.

Wprowadzenie licencji na wykorzystywanie cudzych treści nie będzie dotyczyło  wykorzystywania materiałów prasowych przez indywidualnych użytkowników w celach niekomercyjnych. W ten sposób wydawcy oraz twórcy treści internetowych będą mogli domagać się udziału w zyskach od agregatorów zarabiających na cudzych treściach. Tworzenie dobrego contentu internetowego jest pracochłonne i kosztowne, agregatory tylko nim obracają, czerpiąc z tego dochody. Dlaczego zyski nie miałyby trafiać do twórców?

Mecz piłkarski – dzieło chronione prawem autorskim

Artykuł 12a, zakłada, że imprezy sportowe mają mieć status dzieła i będą chronione prawem autorskim. Jeśli ktoś chce smartfonem transmitować ważny mecz dla celów dziennikarskich, musi posiadać odpowiednią licencję. Zrobienie sobie selfie na stadionie nie będzie, wbrew niektórym opiniom, zabronione. Mecze piłkarskie będą traktowane jako utwory chronione prawami autorskimi. Projektu dyrektywy ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym przyznaje organizatorom imprez sportowych także prawa pokrewne.

Treści bezprawnie wykorzystujące cudze utwory mogą być usuwane

Wydawcy stron internetowych będą musieli – zgodnie z artykułem 13 projektu dyrektywy ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym – filtrować i usuwać treści udostępniane bez licencji. Będzie to obejmowało także twórczość internautów i rozpowszechniane przez nich materiały. Jeśli wydawca zauważy, że na jego portalu udostępniono treść, która narusza prawa autorskie, np. materiał wideo, który bez uprawnień wykorzystuje inny utwór muzyczny, będzie zobowiązany do jego usunięcia.

Artykuł 13 wbrew wielu opiniom nie ma cenzurować i ograniczać dostępu do treści, a jedynie przestrzegać praw autorskich, w taki sposób, aby autorzy dzieł, na których zarabiają platformy internetowe, otrzymywali stosowne wynagrodzenie za swoje utwory.

Źródła, które podają, że zapisy te uderzą w małe firmy działające w Internecie celowo wprowadzają opinię publiczną w błąd. Obowiązku filtrowania treści nie będą miały start-upy i  małe przedsiębiorstwa, czyli zatrudniające do 50 osób lub takie, w których bilans roczny nie jest większy niż 10 mln EUR. Filtrowania treści nie będą również musiały stosować internetowe encyklopedie, bazy naukowe, i platformy programistyczne open source.

W dyskusji o nowej dyrektywie, która będzie teraz konsultowana z poszczególnymi państwami, trzeba pamiętać, że podobną ochroną objęci są już producenci muzyki, filmów, gier i programów użytkowych, a także nadawcy radiowi i telewizyjni. W założeniach, nowe regulacje mają jedynie uszczelnić luki w powstałej prawie 20 lat temu dyrektywie 2001/29/WE.

Zanim projektowane przepisy wejdą w życie minie jeszcze wiele miesięcy. Jaki będzie ostateczny, wynegocjowany kształt tych regulacji, też nie wiemy. Unia nie wprowadza cenzury w Internecie i nie zakazuje tworzenia memów, jak straszą niektóre źródła. Regulacje dotyczące wykorzystania cytatów, czy obrazu pozostają niezmienione i spójne z istniejącymi już przepisami.

Trzeba wyraźnie podkreślić, że nie ma zagrożenia dla wykorzystywania cudzych treści w celach niekomercyjnych. U podłoża stworzenia dyrektywy o prawach autorskich legło dostosowanie prawa do nowego środowiska medialnego, w którym treści zaczynają krążyć w sposób, który gwałci prawo twórcy do czerpania korzyści z własności intelektualnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę podać swoje imię